[ Pobierz całość w formacie PDF ]

66
- Dlaczego nikt się o mnie nie troszczy? Przez chwilę zostawiliście mnie zupełnie samą w
salonie. Wiesz, że Agneta mogła przyjść i mnie zabrać, kiedy Malcolm sobie biegał po
piwnicy?
W kuchni nikt nie skomentował nawet jednym słowem zachowania dziewczynki.
- A co z prosiętami? - zapytała nieoczekiwanie Catharina.
- Nie słyszysz ich? - uśmiechnął się Malcolm.
Rzeczywiście, teraz uświadomiła sobie, że docierają do jej uszu jakieś dziwne dzwięki; to
było pokwikiwanie prosiąt, niespokojnych w nowym miejscu.
Na podrapanej twarzy dziewczyny pojawił się promienny uśmiech.
- Umieściliście je w magazynie? - zapytała.
- Tak, zdążyliśmy wszystkie przenieść dosłownie w ostatniej chwili, nim zagroda runęła.
Catharina wsłuchała się w hulający za oknami wiatr. Uderzał w ściany pałacu z nie
słabnącą siłą, targał koronami drzew i z wyciem przetaczał się przez równinę. Do piwnicy
dochodziły tylko stłumione odgłosy wichury, zresztą uwagę miała skupioną na czymś
innym...
Znów przeniknął ją dreszcz lęku, więc czym prędzej porzuciła przykre wspomnienia.
Panna Inez wróciła do kuchni, trzymając w ręce kubeł z wodą.
Elsbeth stłukła doniczkę z kwiatami i zabrudziła podłogę - powiedziała wyraznie
wzburzona. - Kazałam jej sprzątnąć i wynieść wiadro z wodą do kuchni. Ale myślicie, że
posłuchała? Odstawiła je ukradkiem do kąta pod schodami!
Pani Tamara milczała, ale na jej twarzy malowało się przygnębienie. Malcolm także nic
nie mówił.
- Pójdę chyba się przebrać na górę - przerwała ciszę Catharina. - Bardzo dziękuję
wszystkim za pomoc - dodała i dygnęła.
- Możesz się już położyć, Karin. Miałaś ciężki dzień - powiedziała pani Tamara, a jej
zazwyczaj pełen rezerwy głos zabrzmiał przyjaznie. - Właściwie już wszyscy powinniśmy
udać się do łóżek, bo zrobiło się pózno.
Catharina z wdzięcznością przyjęła jej słowa.
67
Malcolm popatrzył na Catharinę wymownie, jakby pragnął jej dać do zrozumienia, że
chętnie odprowadziłby ją do pokoju na poddaszu, ale powstrzymywała go obawa, co inni
sobie pomyślą. Polecił jednak którejś ze służących towarzyszyć Catharinie, co
dziewczyna przyjęła z wdzięcznością.
Kiedy znalazła się w swoim pokoiku, spojrzała na zegar. Dochodziła jedenasta. Zdziwiła
się, bowiem wydawało się jej, że w tej okropnej piwnicy spędziła pół życia.
Umyła się i przebrała, ale zamiast koszuli nocnej założyła swą odświętną sukienkę. W
przypływie wisielczego humoru pomyślała sobie, że może dobrze się stało, iż nie jest
żoną Malcolma. Nie mogłaby tu spokojnie żyć ze świadomością, że w zakamarkach
piwnicznych korytarzy czai siÄ™ duch Agnety Järncrony. Nie zniosÅ‚aby tego!
Zaraz jednak ogarnął ją żal, bo tak naprawdę oddałaby wszystko, by móc być blisko
ukochanego.
Poczuła w sercu ciepło na myśl o tym, że za chwilę spotka się z nim sam na sam. Nie
miała pojęcia, o czym chce z nią pomówić, ale przeczuwała niejasno, że postanowił
nakłonić ją do wyjazdu.
Długo usuwała z włosów pajęczyny i kurz, żałując, że nie ma dość czasu, by umyć
głowę. Zapragnęła pięknie wyglądać i pachnieć świeżo z niejasnego powodu, do którego
nie chciała się przyznać nawet przed sobą.
Kiedy w końcu przejrzała się w niewielkim, zmatowiałym lusterku, uznała wynik swych
starań za zadowalający. Wyglądała niezle, poza drobnymi zadrapaniami na nosie, które,
miała nadzieję, Malcolm jakoś przeboleje.
Odetchnęła głęboko, próbując się odprężyć i nabrać odwagi przed zbliżającą się chwilą
spotkania. Dobry Boże, modliła się, spraw, by nie kazał mi stąd wyjeżdżać!
68
ROZDZIAA VIII
Kiedy zegary w pałacu wybiły wpół do dwunastej, Catharina znalazła się na umówionym
miejscu, na mrocznych schodach za kuchnią. Serce waliło jej ze strachu. Prześladowała
ją myśl, że gdzieś z zakamarków wyłoni się nagle postać białej damy.
Wprawdzie nikomu się dotąd nie ukazała, ale wszyscy wiedzieli, że krąży po domu i
zabija tych, których nie akceptuje, siejąc powszechny strach!
Catharina w końcu nie otrzymała wyjaśnienia, kogo zobaczyła w piwnicy za żelazną
kratą ani też kto ją chwycił za nogę, gdy wchodziła po schodach. Prawdę powiedziawszy,
nic jej nie wytłumaczono.
Służba położyła się już spać. Catharina, wykonując pokornie polecenia kucharki i innych,
często przyłapywała się na myśli o tym, iż to jej powinni słuchać. Ciekawe, jak by
zareagowali, gdyby siÄ™ dowiedzieli, kim naprawdÄ™ jest?
Ale nigdy nie usłyszą tego z jej ust, co napawało ją ogromnym smutkiem. Bynajmniej nie
z tego powodu, że nie będzie rozkazywać kucharkom, ale dlatego, że nie poślubi
Malcolma.
A tak bardzo tego pragnęła! Teraz, gdy go poznała, pokochała go całym sercem.
Za plecami usłyszała jakieś skradające się kroki i cichy szept Malcolma:
- ZciÄ…gnij buty i chodz!
Zrobiła, co jej kazał. Kiedy weszli po schodach na piętro, chwycił ją za rękę i poprowadził
do swego pokoju.
Zdumiało ją, że się na to odważył, i zadrżała na samą myśl, że ktoś by mógł ich teraz
zobaczyć.
Malcolm przekręcił klucz w zamku i zwrócił się do niej ze słowami:
- Musimy rozmawiać szeptem. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza.
- Nie, wcale - odpowiedziała i wzdrygnęła się, bo oto znów przeraził ją widok
zagadkowych drzwi zamkniętych na cztery spusty, o których w natłoku ostatnich zdarzeń
całkiem zapomniała. Minął strach przed rabusiami Torstenssona i wichurą, ale ze
zdwojoną siłą powrócił ów pierwotny lęk. Jakie tajemnice skrywa ten stary dwór? myślała
z trwogÄ….
W pokoju Malcolma Catharina bywała codziennie. Nigdy jednak nie przychodziła tu
wieczorem. Nie wiedziała, co powiedzieć. Język, ba, i mózg odmówiły jej posłuszeństwa.
69 [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • pantheraa90.xlx.pl